Wczoraj skończyłeś osiem lat. Dobrze grasz w piłkę, ale jeszcze lepiej na moich nerwach. Potrafisz przejść półtora kilometra do najbliższych sąsiadów, by pożyczyć grabie, ale czasem wykrzykujesz swoją niechęć do tego, by w ogóle wstać z łóżka. Zakładasz na siebie cokolwiek Ci podsunę, ale wykłócasz się o każdy centymetr kwadratowy, o którego posprzątanie Cię proszę. Chodzisz do sklepu po sałatę, ale narzekasz, gdy widzisz ją na swoim talerzu.

 

Wczoraj skończyłeś osiem lat. To prawie 3 tysiące dni. 2922. Dni wypełnionych wspinaniem się na wszystko, co napotykasz na swojej drodze, skakaniem po sofach i fotelach, czytaniem o małych czarodziejach i francuskich łobuziakach, zaśmiewaniem się przy śniadaniach i obrażaniem przy kolacjach, zdobywaniem świata i chowaniem się w naszych bezpiecznych ramionach. 2922 dni, z których żaden nie umknął nam bez przytulenia, choćby w myślach, kiedy byłeś daleko, zajęty swoim życiem. 2922 dni i w żadnym ani jednej kropli bezmiłości. Dolicz do tego 274 dni oczekiwania, kiedy mieszkałeś w moim brzuchu. I 1460 dni nadziei, kiedy byłeś tylko marzeniem. 4756 dni miłości. Tyle mi dałeś. 4756 dni razy dziesiątki wzruszeń, ścisków serca, łez i uśmiechów.

 

Wczoraj skończyłeś osiem lat. Był tort i kolorowe świeczki. I całkiem dorosły prezent, bo o taki poprosiłeś. Były dwie imprezy. I beztroskie zabawy na plaży. Po raz pierwszy sterowałeś pontonem i po raz sama nie wiem który rozpaliłeś z Krzysiem ognisko. Były dzikie krzyki radości, które niosły się po zasypiającym lesie i iskry, które leciały do nieba, pstrząc je setkami nowych gwiazd. Były życzenia i śpiewy. I łzy ocierane ukradkiem, żebyś ich nie dostrzegł.

 

Wczoraj skończyłeś osiem lat. Dobrze grasz w piłkę, ale jeszcze lepiej na moich nerwach. A potem się uśmiechasz albo mnie przytulasz i tym jednym gestem zmieniasz geometrię moich emocji, wymazując zarówno swoje, jak i moje winy. Potrafisz przejść półtora kilometra do najbliższych sąsiadów, by pożyczyć grabie, ale czasem wykrzykujesz swoją niechęć do tego, by w ogóle wstać z łóżka. A potem robisz kocie oczy, bo chcesz bym dodała więcej owoców do Twojej owsianki i zapominam, że przez Twoje ociąganie znów spóźnicie się do szkoły. Zakładasz na siebie cokolwiek Ci podsunę, ale wykłócasz się o każdy centymetr kwadratowy, o którego posprzątanie Cię proszę. A potem zamykasz się na godzinę w łazience, a kiedy wychodzisz wszystko lśni i zastanawiam się, po kim odziedziczyłeś taką dokładność. Chodzisz do sklepu po sałatę, ale narzekasz, gdy widzisz ją na swoim talerzu. A potem zjadasz swoją porcję, opowiadając o tym, co Ci się przydarzyło albo o czym przeczytałeś. I z każdym dniem narzekasz coraz mniej. Bo z każdym dniem smakuje Ci bardziej. I coraz lepiej wiesz, że jest dla Ciebie dobra.

 

Mam nadzieję, że tak samo będzie z życiem. Że pomimo problemów i zakrętów, będziesz je coraz bardziej cenił. I coraz bardziej świadomie się nim delektował. Każdym jednym dniem.

 

Kocham Cię

Mama

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz