Zapytałeś mnie ostatnio, co to jest aborcja. Odpowiedziałam Ci najlepiej jak potrafię. Powiedziałam Ci też, że jestem pro life, ale moje pro life nie ma nic wspólnego z hasłami z transparentów. Moje pro life wynika z miłości. Nie z przymusu. I nie z chęci narzucenia innym mojego zdania. Moje pro life to Wy. Moje pro life to codzienna walka z własnymi słabościami, żeby być dla Was dobrą mamą i żeby pozostawić po sobie odrobinę dobra.

 

Nie powiedziałam Ci, jakie jest w Polsce prawo dotyczące aborcji i jakie są tego prawa konsekwencje. Nie powiedziałam, że część osób chce jego zaostrzenia, a część liberalizacji. Nie powiedziałam, że dla mnie usunięcie ciąży, nawet tej zagrażającej życiu, byłoby niewyobrażalną tragedią i nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy byłabym w stanie podjąć taką decyzję. Ale odkąd mam Ciebie i Twoich braci, patrzę na swoje życie inaczej niż 9 lat temu i wiem, że nie wszystko jest czarne lub białe, a moje wybory muszą uwzględniać przede wszystkim Wasze dobro. Nie powiedziałam Ci, że dzień, w którym szłam do Royal Free Hospital na moje pierwsze ciążowe USG był jednym z tych, które poprzewracały masę cegiełek w mojej głowie i musiałam na nowo budować niektóre przekonania i opinie. Powiedziałam Ci, że jestem w 100% pro life, ale nie wytłumaczyłam Ci do końca, czym jest dla mnie pro life. Na przeczytanie tego listu przyjdzie czas, ale chcę, żebyś kiedyś dowiedział się, co myślę na ten temat.

 

Pro life to dla mnie traktowanie każdego człowieka jak równego sobie. Każdego. Tylko dlatego, że to człowiek. Nawet jeśli urodził się w mniej uprzywilejowanym ekonomicznie rejonie świata. Nawet jeśli pochodzi z kraju, w którym nie czuje się bezpiecznie, więc my boimy się, że przyjdzie do nas. Nawet jeśli jest od nas inny. Ma inne poglądy polityczne. Nawet jeśli ma inną orientację seksualną. Inny kolor skóry. Nawet jeśli wyznaje inną religię. Czy nie wyznaje żadnej religii. Nawet jeśli się z nim nie zgadzamy. Bo nikt nie jest gorszego sortu tylko dlatego, że jest inny od nas. Nie można zgadzać się na zło, przejawy nienawiści czy okrucieństwa, na przemoc psychiczną i fizyczną. Ale nie można też stawiać się wyżej tylko dlatego, że mamy lepiej albo wydaje nam się, że jesteśmy lepsi.

 

Pro life to zadbanie o godne życie kobiety, którą mąż zostawił, kiedy okazało się, że będą mieć niepełnosprawne dziecko. Żeby miała na leki. I na rehabilitację. I na szminkę dla siebie. I na masaż, który może choć na chwilę rozluźniłby jej zawsze napięte mięśnie i ulżył kręgosłupowi, zniszczonemu przez codzienne noszenie kilkudziesięciu kilogramów miłości. Bo przecież na dzieciństwie niepełnosprawność się nie kończy. To wsparcie psychologiczne i opieka dzienna. To wykwalifikowane opiekunki, które zajmą się dzieckiem, żeby ta samotna matka miała szansę na wyjście z domu, na ułożenie sobie życia, na pracę i na rozwój. Bo porzucona dwudziesto- czy trzydziestoparoletnia kobieta też chce mieć jeszcze szansę na szczęście.

 

Pro life to dobre ośrodki dla ludzi upośledzonych. Takie, w których będą mogli się rozwijać, zawierać przyjaźnie, w których będzie wystarczająco dużo opiekunów, żeby grupę dzieci lub dorosłych przykutych do wózków wziąć na spacer i pokazać im piękną złotą jesień, a ich rodzice bez wyrzutów sumienia pójdą w tym czasie do pracy. To niezgoda na to, aby chorzy i niepełnosprawni wegetowali.

 

Pro life to szansa dla nich na edukację, na zdobywanie umiejętności i naukę na miarę ich możliwości. Na miarę możliwości każdego z tych dzieci i dorosłych z osobna. I to nie w domu, z mamą czy tatą, ale w szkole, żeby życie rodziców nie musiało zupełnie wyhamować przez niepełnosprawność, a oni mogli żyć w społeczeństwie, a nie w czterech ścianach swojego pokoju.

 

Pro life to wyrozumiałość pracodawcy i pomoc państwa. Bo dzieci chorują, bo dzieci mają przedstawienie w przedszkolu, bo z dziećmi trzeba iść do lekarza. I do ortodonty. A czasem też na rehabilitację. Albo do szpitala na dializę. Pro life to dbanie o to, aby ani dla rodziców, ani dla pracodawców nie była to przeszkoda w podjęciu lub zaoferowaniu pracy. Ani w życiu. Tak, w życiu, bo rodzic też ma prawo żyć, a jego życie to nie tylko dzieci. Wręcz, jeśli ma czas i siłę na cokolwiek innego niż dzieci, ma szansę być lepszym rodzicem, spełnionym człowiekiem i wartością dla innych. Bo każdy ma coś do zaoferowania. I jeśli chce się tym podzielić, powinien mieć taką możliwość. Nawet, zwłaszcza jeśli ma dziecko wymagające stałej opieki.

 

Pro life to nie wykorzystywanie luk w systemie, żeby nam było lepiej. Bo może przez to komuś innemu, komuś, kto jest w prawdziwej potrzebie, będzie gorzej.

 

Pro life to nałożenie i egzekwowanie od ojców (lub matek) finansowej odpowiedzialności za dzieci. Te zdrowe i te chore. Odpowiedzialności emocjonalnej nie da się wyegzekwować, ale można przynajmniej zadbać, aby opuszczone dzieci miały godne życie, dlatego alimenty powinny być adekwatne do kosztów ich utrzymania.

 

Pro life to piętnowanie nie samotnej matki, a uchylającego się od odpowiedzialności rodzicielskiej ojca.

 

Pro life to prawo ojców do równorzędnego traktowania w sądach. To uznanie, że dziecko nie jest niczyją własnością i po rozstaniu rodziców ma prawo do równego kontaktu z każdym z nich. Pro life to niezgoda na to, by dzieci były bronią i amunicją w walce pomiędzy skłóconymi dorosłymi.

 

To nie rzucanie zbulwersowanych, a czasem pogardliwych spojrzeń na nastolatkę w ciąży i jej rodziców.

 

To nie osądzanie kobiety, która usunęła ciążę, ale dołożenie swojej cegiełki do tego, żeby świat był lepszym miejscem do życia.

 

Pro life to nie tuszowanie przestępstw, zwłaszcza popełnianych na tych bezbronnych. Przez tych, którzy dają sobie prawo, by mówić innym, jak żyć.

 

Pro life to ratowanie życia, zarówno matki, jak i dziecka. To dostęp do najnowszych zdobyczy medycyny. Także po to, by nowe życie w ogóle miało szansę zaistnieć. To leki i operacje, których dziś się w Polsce odmawia. To dostęp do badań, do dobrej i szybkiej diagnostyki. To dostęp do in vitro. To służba zdrowia, która daje poczucie bezpieczeństwa. To piętnowanie lekarzy, którzy nie wywiązują się ze swoich obowiązków. Albo traktują rodzące kobiety jak histeryczki i wyśmiewają się z ich bólu. A poród boli. Jak cholera.

 

Pro life to edukacja. Adekwatna do wieku i traktowana poważnie.

 

Pro life to karanie sprawcy, a nie ofiary. To niezgoda na usprawiedliwianie zła. Pro life to prawo do godności i wolności. To prawo do biegania po lesie bez strachu, że zostanie się zgwałconą. A później osądzoną za nieodpowiedni strój. I wyzywaną gorzej od gwałciciela.

 

Pro life to traktowanie kobiety, która oddaje dziecko do adopcji z wdzięcznością, a nie z pogardą. Ona oddaje część siebie, część, której dawała dom przez 9 miesięcy, choć najpewniej przez cały ten czas wiedziała, że jej przy sobie nie zatrzyma. Ciąża to trudny czas. Trudny nawet wtedy, kiedy na jej końcu czeka największy skarb. A kiedy czeka tylko ból porodu, pustka i osąd społeczny?

 

Pro life to otoczenie opieką sierot. To szybkie i nieskomplikowane procedury adopcyjne. To niedopuszczanie do sytuacji, w której dziecko płaci za ułomność systemu i opieszałość sądów. To skuteczne karanie sprawców przemocy domowej oraz przemocy w ośrodkach opiekuńczych i zagwarantowanie bezpieczeństwa, opieki psychologicznej i finansowej jej ofiarom. To nie odwracanie wzroku, kiedy widzimy, że obok dzieje się krzywda.

 

Pro life to szacunek do życia. To nie odwracanie głowy na widok osoby niepełnosprawnej. To nie ocenianie matki, która nie radzi sobie z dzieckiem, bo może to dziecko jest chore i dlatego zachowuje się jakby miało ADHD do kwadratu. A może właśnie ma ADHD do kwadratu. A może ta matka sobie nie radzi, bo jest przemęczona, a od nikogo nie może oczekiwać pomocy.

 

To nie mówienie, że dziewczyna z zespołem Downa nie nadaje się na modelkę.

 

To nie wyzywanie od krów kobiet, które nie mieszczą się w naszym kanonie piękna.

 

Pro life to szacunek dla ludzi, także dla tych, którzy mają inne poglądy. Dla tych, dla których człowiek zaczyna się zaraz po zapłodnieniu. I dla tych, dla których nie. Bo tu nie ma jednej odpowiedzi. Kochałam Was na długo zanim zaszłam w ciążę, ale nikomu nie mówię, że też tak powinien czuć, bo moje pro life to dawanie innym prawa do ich autonomii sumienia, przynajmniej w kwestiach, gdzie wybory nie są czarne lub białe.

 

Dlatego proszę Cię, pomyśl zanim ktoś zada Ci pytanie, na które będzie Ci niewygodnie odpowiedzieć, bo wcześniej krzyczałeś głośno i bez cienia wątpliwości, bo wcześniej nie dopuszczałeś do siebie myśli, że możesz nie mieć racji. Łatwo jest decydować o cudzym życiu. Łatwo jest osądzać. Trudno jest wejść w czyjeś buty. A w przypadku mężczyzny wejść w buty kobiety ciężarnej najnormalniej w świecie się nie da.

 

Kocham Cię.

Mama

 

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz