Rośniecie nam tak szybko, że niedługo (z dużym prawdopodobieństwem) możecie stać się bardziej od nas dorośli. Choć przecież Tata skończył właśnie tyle lat, że Wy wszyscy razem wzięci macie niewiele tylko ponad połowę tego, co on sam jeden jedyny. Choć przecież w Waszych oczach bardziej jeszcze w latach jesteśmy posunięci niż w swoich własnych. Bo w swoich, to wiadomo, przynajmniej tym, którzy od lat odhaczają kolejne punkty zwrotne i granice ongiś niewyobrażalnie odległe. To dlatego wciąż nam się wszystko miesza, kiedy wiek podać trzeba i obliczamy na szybko, żeby znów się nie pomylić. O dwa, o trzy, a raz to nawet o 15, kiedy w środku nocy Staś mnie obudził, a ja śniłam chwilę wcześniej, że w lusterku mam tyle samo lat, co w głowie. I tak już chyba zawsze będzie, że z niedowierzaniem na liczby patrzeć będziemy. Ale dla Was… dla Was tacy już doświadczeni tym życiem naszym jesteśmy, bo przecież rodzice muszą być, prawda? Tacy niby dojrzali. Tacy z synami, domem i drzewami. Choć wciąż wielkimi oczami patrzymy na tych, którzy potrafią być dorośli. Którzy wiedzą jak, już się tego nauczyli, a może zawsze potrafili? Bo my wciąż jeszcze nie, więc jak przekazać tę cenną umiejętność Wam?

 

Jak Was przygotować na to, że kiedyś świat będzie spoczywał na Waszych ramionach, skoro sami czasem nie wiemy, co się robi, kiedy jest się za ten świat odpowiedzialnym? Za Wasz świat. I za nasz dom. I za drzewa, które posadziliśmy.

 

Tacy już niby dorośli jesteśmy, tacy posunięci w latach. Ale wciąż zakochani. Choć tacy różni. Tacy do kłótni idealni, ale przecież nikt jak Wasz Tata ugasić pożaru, który rozpaliłam, nie potrafi. Gdzie On w prawo, ja w lewo. Gdzie On białe, ja czarne. A jednak tyle razy udało nam się wspólny kurs znaleźć i kawę na tarasie niejedną już przecież razem wypiliśmy. On dużą, ja małą. On słodką, ja gorzką. Ale przecież przy jednym stole. Ale przecież tak mocno będąc razem, co niezmiennie doprowadza Was do chichotów. To tańczenie w kuchni i to, że kłótnie są normalne, tylko czasem Wam się spieszy i prosicie, byśmy od razu przeszli do etapu całowania. I każdy dzień rutynowo tą miłością wypełniony. Jego urodziny. I Wasze. I moje. I wtedy, kiedy się wkurzam o okruchy na blacie i o kubki, których nie ma, bo Tata wszystkie wyniósł do biura. I wtedy, kiedy się nie wkurzam, bo tak pięknie świeci słońce, że nic poza tym nie widzę. I kiedy się smucę. I kiedy coś dobrego się wydarzy i biegnę z tym do Niego. I kiedy nie wiem, co zrobić, to przecież też. I gdy do urzędu trzeba zadzwonić. Iść na wywiadówkę, bo On wie, jak ich nie znoszę. Albo na pocztę, a pada. I wiem, że On pójdzie. Na tę pocztę. I do szkoły. I po bułkę dla mnie. Albo po batonika. I zawsze się cieszę, że tylko po rozum do głowy nigdy nie poszedł i wciąż ze mną wytrzymuje. I cieszę się, że ja z Nim też, bo przecież wiadomo, że mogłabym nie. Ale jednak wciąż jesteśmy razem i wciąż w tej dorosłości teoretycznej niepraktyczni, z sercem na dłoni nasze życiowe kaktusy pielęgnujemy. Jakbyśmy wiedzieli. I może nawet wiemy naprawdę.

 

Bo choć ja zawsze chciałam więcej, teraz, po tym roku, co trochę rozumu wlał mi do głowy, chcę tylko, żeby było tak właśnie, jak jest. Nic więcej nie potrzeba. I to, że już to wiem, to jakbym w życiowego totka wygrała. Nawet nie wiecie, jakie to szczęście tę wiedzę mieć. Tę wiedzę, że nic więcej nie potrzeba. Bo można gonić całe życie i zawsze potrzebować więcej, zdobywać kolejne cele, odhaczać punkty i nigdy nie czuć, że jest dobrze, nie cieszyć się drogą, a wiecznie czekać na jej koniec. A na końcu, to co zawsze. I trzeba dalej biec. Jeśli się nie wie.

 

I powiem Wam w tajemnicy, że ta wiedza bardziej mi się przydaje niż wszystko, co wyniosłam ze szkoły. Bo szkoła tego nie uczy. Jak znaleźć w sobie spokój. I jak brać odpowiedzialność za swoje szczęście. Jak cieszyć się tym, co dobre i radzić sobie z tym, co złe. Jak marzyć, wyznaczać cele i do nich dążyć bez uzależniania poczucia szczęścia od rezultatów. Od piątki, skoro można cieszyć się ze zdobywania wiedzy. Od nowego samochodu, jeżeli wcześniej nie potrafiliśmy cieszyć się tym, że ten, który jest, woził nas wszędzie, gdzie chcieliśmy. Od wycieczki na Karaiby, skoro już w samolocie wszystko nam przeszkadza i planujemy, że następnym razem to polecimy pierwszą klasą. Żeby było idealnie. I przez myśl nam nie przejdzie, że tam woda może być za bardzo gazowana. Albo za mało. I czy nam to będzie przeszkadzać zależy od nas. Tak samo to, co będzie nas cieszyć. I czy cokolwiek.

 

Bo bez tej wiedzy, że mamy wszystko, czego do szczęścia potrzeba, życie staje się swoim własnym ułamkiem. Bez wiedzy, że kiedy jest zdrowie i kiedy są ludzie, jest wszystko. Tylko trzeba mieć tego świadomość. I nauczyć się to doceniać.

 

Nie czekajcie z tym na dorosłość.

 

Może dzięki tej wiedzy będziecie potrafili cieszyć na co dzień, a nie tylko od święta. Może nie będziecie czekać na nowe klocki, a użyjecie wyobraźni, by zbudować coś nowego z tych, które kurzą się na półce. Może dzięki temu będziecie się cieszyć z tego, że ukończyliście bieg, zamiast załamywać tym, że chcieliście zająć lepsze miejsce. Może będziecie potrafili dostrzegać piękno w łanach zbóż czy szumiącym lesie, zamiast biec za nim na koniec świata, by stwierdzić, że tam też go mało. Może dzięki temu zrozumiecie, że to, czy jesteście szczęśliwi w znacznej mierze jest wyborem. Waszym wyborem. Może nawet dzięki temu zawsze będziecie mieć w sobie dziecięcą radość, której nie da się kupić za żadne pieniądze, jeśli się ją zgubi gdzieś po drodze. Może dzięki temu zawsze będzie pamiętać, jak to jest cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy.

 

Nawet, kiedy przeżyjecie tak niewyobrażalnie wiele lat, co my.

 

Kocham Was

Mama

 

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz