Zaczęłam pisać ten post ponad tydzień temu i nie byłam w stanie go skończyć. Całkiem po ludzku nie potrafiłam ułożyć słów w coś, co miałoby znaczenie, co warto byłoby przeczytać. Miał być o czymś innym, będzie o codzienności i o tym, że chcę, by było jej tu więcej. Zastanawiam się nad tym, by w każdy piątek spisywać jej skrawki, na tych wirtualnych stronach – by się nie zgubiła w zlewających się czasem w jedno dniach, miesiącach, latach.

Bo tak się składa, że ja całkiem często myślę o tym blogowaniu i o tym, dla kogo ja w ogóle piszę i zawsze na górze listy są Oni. I może w związku z tym powinnam pisać więcej o tym, co ważne dla Niich? Teraz, kiedyś, uniwersalnie zupełnie, po prostu o tym, co ważne. Lub o tym, co dobre i fajne, by nie uciekło z pamięci, która im starsza, tym bardziej dziurawa. Po to nam przecież te zdjęcia z bitwy błotnej, którą chłopcy urządzili, gdy ciągnęliśmy rury na wodę ze studni do naszego domku w lesie. Po to nam złapane w obiektywie obiady, śniadania i kolacje – w ich tle toczyły się przecież rozmowy, o których nie chcemy zapomnieć. Może dzięki temu ten blog będzie bardziej wartościowy? Może będę bardziej jeszcze dbać o jakość treści? Żeby jak najwięcej Im przekazać, jak najwięcej Im po sobie zostawić. Bo przecież nie wiemy, jak długo będziemy się mogli dzielić sobą ze światem.

Chciałabym, by było też więcej o fajnym życiu, które udaje nam się tam, w naszym lesie i codziennie uczę się, jak przenosić fragmenty tamtej rzeczywistości także tutaj. By było lepiej. By było więcej dobra i cierpliwości, czasu, prostoty, a mniej tego, co nas rozkojarza i wprowadza chaos, czyli w moim przypadku życia innych ludzi w social media. Nowe reguły sobie narzucam i dobrze mi z tym. Bo kiedy mnie tam nie ma, w tych internetowych domach, a przez długi czas nie było mnie wcale, z innych zupełnie względów, ale to nie ma znaczenia, mam nie tylko więcej czasu, bo to nawet nie o ten czas chodzi. Mam więcej przestrzeni w głowie na własne życie. I to polecam każdemu – najpierw zająć się sobą, swoją rodziną i przyjaciółmi i dopiero, gdy kawałek przestrzeni zostanie, być tam. Sama podzieliłam sobie odpowiadanie na komentarze i zaglądanie do osób, które lubię i z którymi zbudowałam relację, nawet jeśli tylko wirtualną, na małe segmenty x razy w ciągu dnia. Na dwa, trzy komentarze naraz. Nie więcej. By nie kusiło przeglądanie zdjęć obcych zupełnie ludzi, kiedy własne życie czeka, własne podwórko trzeba ogarnąć i własny świat codziennie budować.

Nie wiem nawet, jak długą miałam przerwę od blogowania, ale ten czas z Nimi, czas bez internetu, z wyłączonym światem zewnętrznym, dał mi chyba za dużo dystansu i teraz tak niewiele rzeczy wydaje mi się istotnych. I jednocześnie tyle drobiazgów zyskało na znaczeniu.

Wakacje były trudne. Jak cały poprzedni rok. Ale mieliśmy też całkiem sporo fajnych momentów. Pomiędzy łataniem dziur w rzeczywistości, czas spędzaliśmy w naszym lesie, gdzie dzieci mogły się wyszaleć, a ja o 6 rano, kiedy jeszcze spały, chodziłam ze Stefanem na spacery do lasu, by się po cichu wykrzyczeć. Jeśli tylko byłam w stanie zwlec się z łóżka po tym, jak śpiewaliśmy do późna przy ognisku, jedząc trochę tylko przypalone pianki. Byliśmy też nad morzem, naszym, polskim, po nawet nie wiem jak długiej przerwie, a przecież ono takie piękne.

I nie wiem, czy mogę napisać, że był to dobry albo zły czas. Ale chyba był to czas potrzebny. Chyba ten cały rok był potrzebny, byśmy nauczyli się bardziej doceniać to, co mamy i nie czekać z realizacją marzeń i celów. I tak jedno z marzeń w to lato udało nam się zrealizować. Jeszcze nie do końca, jeszcze długa droga przed nami, zanim to marzenie nabierze rumieńców i zanim będziemy mogli w pełni z niego korzystać, ale już jest, ma kształt i ściany. A nawet dach. Tylko na okna jeszcze czekamy.

A ja? Ja uczę się spokoju. Szukam balansu pomiędzy wszystkim, co mi się nie udaje i co muszę odłożyć na później. I upycham pomiędzy to, co najnormalniej w świecie zawalam. Metodą małych kroków oraz prób i błędów wprowadzam zmiany i testuję, co działa, co nie. Czyli tak naprawdę nic się nie zmieniło, poza tym, że cały czas wszystko się zmienia i muszę się do tego dostosowywać. Bo przecież jestem coraz starsza, przecież etap życia zupełnie inny, inne też potrzeby i inna świadomość tego, o co warto zadbać w pierwszej kolejności. Bo zawsze priorytetem byli Oni. I teraz też. Ale teraz Oni mają już coraz więcej swojego świata i zmieniają się proporcje pomiędzy tym, jak wiele uwagi poświęcam Im, a ile nam, sobie i temu wszystkiemu, co czekało na pauzie. Zdrowie, ruch, włoski, który przecież tak kocham.

Dziś rano, gdy wyrzucałam z głowy myśli potargane, coby jej nie zaśmiecały, tak mi się napisało: “Zaczęłam dzień dość dobrze. Dość, bo jest 9.30, a ja wciąż przed pracą. Ale za to mam poćwiczone i posprzątane, a dla mnie ogarnięty dom to jednak ważna sprawa – inaczej się nie skupię – nie ma szans. I chyba nawet się wyspałam. Czas zabrać się do pracy, zanim odwlekanie zetrze mi uśmiech z twarzy, a bez uśmiechu, to wiadomo, niefajnie jest i już. A na to pozwolić dziś nie chcę. Przecież piątek.” I z okazji piątku tego uśmiechu Wam życzę, z nim naprawdę jest fajniej.

P.S. A na koniec minutka z instagramu, żeby mi nie uciekła, bo może kiedyś będę chciała wrócić do tych słów: “Momenty. Chwile schwytane pomiędzy. Delikatne motyle ze smakiem kawy na języku. Zamyślone nad liściem, co z drzewa spadł, prosto pod nogi. Zamarzone o domku w lesie, który gdzieś tam rośnie. I o tym, że będę miała tam moje własne biuro. Z czterema ścianami. I dachem. I oknem od sufitu do podłogi. Z widokiem na świat. Te momenty, kiedy jestem tylko dla siebie. Kiedy mogę wymyślać rzeczy, które w głowie się nie mieszczą. Nie muszą. Mam je na papierze. Niczym kontrakt z samą sobą.”

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz