Z wracaniem to jest tak, że czasem łatwiej zacząć wszystko od nowa. Taka myśl przemykała mi przez głowę za każdym razem, kiedy chciałam zajrzeć do tego wirtualnego świata. Po tylu dniach, tygodniach, które nagle, zupełnie nie wiedzieć kiedy, zamieniły się w miesiące. A z każdym coraz trudniej.

 

Musiałam wiele w głowie poprzestawiać, by po uchyleniu drzwi nie uciec. By iść swoją drogą bez myślenia o tym, komu się to nie spodoba i kto mnie skrytykuje, kto znajdzie dziurę w całym albo będzie się starał zrobić dziurę w sercu. Kryjąc się za maską fałszywie pojętej troski. By zaufać. By być blisko, choć to wymaga dania od siebie czegoś więcej niż obrazek i kilka słów. By zaakceptować to, że nie wszyscy muszą akceptować moje decyzje i mogą wyrażać swój sprzeciw w sposób, który dla mnie byłby nie do przyjęcia. By grubą kreską oddzielić się od tego, co mówią ludzie. Bo nawet jeśli mówią o mnie, definiują tym siebie. Nie mnie. Musiałam dojrzeć do decyzji, bez których nie potrafiłam być tu dłużej w taki sposób, by nie odbijało się to na mnie.

 

A więc jestem. Prosto z własnego strachu, który znają pewnie wszyscy powracający. Bez wytłumaczenia, bo pewnych rzeczy wytłumaczyć się nie da. Ale z prośbą o wyrozumiałość. I zrozumienie. Albo milczenie, jeśli dobrych uczuć czy słów znaleźć w sobie nie sposób. Wiem, że powinnam była dać znać. Wiem. I nie potrafię Wam wytłumaczyć, dlaczego nie. Może tylko to, że te słowa napisałam… kilka miesięcy temu i to zdanie dopisane teraz chyba wiele mówi o tym, co we mnie. Kilka miesięcy, by zrobić mały krok do przodu, a tymczasem wiele do tyłu. Ale to przecież po drugiej stronie ekranu.

 

Część z Was pewnie chciałaby mnie w tej chwili nazwać samolubnym tchórzem. I macie rację. Jestem tchórzem. Staram się nie być samolubna, ale to, jak widać, także często mi nie wychodzi.

 

Wiecie… to miała być przerwa na święta. Jak zawsze w święta, więc nawet nie pisałam, bo i o czym? Ani przez chwilę nie planowałam, że zniknę z tego świata. Nie przewidziałam tylko, że każdy kolejny dzień oddalał mnie będzie od powrotu, że z każdym tygodniem będzie trudniej. Bo to przecież nie tylko zdjęcia, puste słowa. To kawałki mnie samej, które Wy możecie układać tak, jak Wam się podoba, wyłapywać wyrwane z kontekstu fragmenty, łączyć z innymi i tworzyć nowe całości. Niezależne ode mnie. I to zupełnie normalne. Tylko, że w pewnym momencie poczułam, że już chyba nie mam więcej fragmentów do oddania. Albo że trzeba poczekać, by pojawiły się jakieś nowe, którymi mogłabym się podzielić tak, by mi życia nie ubywało.

 

A że życia tymczasem przybywało…

 

I to naprawdę nie tak, że chcę jakoś to moje milczenie, nie odpowiadanie na wiadomości i w ogóle to wszystko, usprawiedliwić, machnąć ręką, zamieść ogonem, dywanem przykryć i wrócić jak gdyby nigdy nic. To nie tak, że oczekuję, że ktoś tu jeszcze będzie. I nawet nie oczekuję, że jeśli zamknę oczy, świat zniknie, a gdy je otworzę, pojawi się na nowo. Nie jestem już przecież dzieckiem, prawda? Choć czasem… może nawet częściej, to dziecko we mnie wygrywa. A ja uczę się z nim negocjować. Dogaduję sama ze sobą. Bo z drugiej strony, jestem przecież całkiem dorosła i czasem mi to nawet wychodzi. Wiem, czego chcę, a czego nie.

 

A więc jestem i boję się Waszej reakcji. Zbyt szczerze to napisałam? Pewnie tak.

 

Często powtarzam chłopcom, że czasem, jeśli nie mamy nic mądrego lub dobrego do powiedzenia, lepiej nie odzywać się wcale. Chciałabym to wykrzyczeć na cały Internet. Tylko po co? Piszę więc tu. Po prośbie. Nie o głaskanie po głowie, tego mi naprawdę nie trzeba. Ale o słowa mądre. Te zawsze na wagę złota – niczym milczenie. O emocje, które nie ciągną w dół. Bo potem trudno wrócić. A chciałoby się. Dla siebie. Dla tych słów. Dla tych obrazków. I przede wszystkim dla ludzi, których zostawiło się za sobą. Nie dając słowa wyjaśnienia, bo nijak się go nie potrafiło w sobie znaleźć.

 

Tymczasem u nas bez zmian. I jednocześnie dużo się pozmieniało. Jak to w życiu. Ale o tym później, żeby wątków nie mieszać, bo to nie zawsze wychodzi im na dobre.

 

I chciałabym zapytać, co u Was, ale zastanawiam się, czy mam prawo chcieć wiedzieć..