Pamiętam takie lato, kiedy upał wdzierał się do mojego pokoju i wyganiał mnie stamtąd na łąkę. Na łące był tylko mój pies, kwiaty i obcy ludzie, którzy z kartek książki przechodzili do mojej dziewczęcej wyobraźni. Pamiętam takie wakacje, kiedy wstawałam rano, wyciągałam z szafy koc i szłam przed siebie, by snuć marzenia, by wymyślać historie. Pamiętam kupowane po drodze gazety, muzykę z walkmana, który trzeszczał i co jakiś czas przestawał grać, ale i tak był moim największym skarbem. Pamiętam czasy, kiedy nie miałam komputera. Ani pojęcia, że jest coś takiego jak Internet. A historie z głowy zapisywałam na kartkach zeszytu.

 

Myślątkowo 058

 

Na chwilę zniknęłam. Zaczytałam się. Wciągnęła mnie cudza historia. Przypomniałam sobie, jak to jest i jakie to cudowne. Jak bardzo przypomina mi o najpiękniejszych, o idealnych momentach mojego życia. Wtedy też nie byłam w sieci.

 

Pamiętam takie lato, kiedy siadałam w oknie z widokiem na park na Dąbiu i połyskującą wodę Wisły. Pamiętam, że gorące powietrze można było kroić zbyt ciętym językiem i ostrymi słowami, ale mnie upał nie przeszkadzał. Lato bez upału to nie lato. Czytałam wtedy Ślepego zabójcę Margaret Atwood. A może to było potem, kiedy okrywałam się kocem na fotelu, a na moich kolanach dwa czarno-białe koty? Modigliani i Niuniek. Jak Dr Jekyll i Mr Hide. Jak ludzka psychika. Jak życie, jeśli ma się odwagę żyć.

 

Myślątkowo 155

 

A co poza tym? Poza tym chodzę na spacery po lesie i pływam w czystym jeziorze  Łapię chwilę i czasem udaje mi się złapać własne myśli. Piekę ziemniaki w ognisku, gotuję, dużo gotuję. Jeszcze więcej jem. Powoli wypełniam zbyt luźne spodnie i dobrze mi z tym. Czasem coś uszyję, a czasem zaszywam się tam, gdzie tylko dziki i jeżyny, całe polany jeżyn, które mój syn uparcie nazywa jarzynami. Zjadam maliny prosto z krzaka i odrobinę tęsknię za upalnym latem w Paryżu, za małą restauracją, w której jedliśmy ślimaki. Wstaję o świcie i marzę, by usiąść z kawą na schodach leśniczówki i zapatrzeć się na nasz modrzew.

 

Nie myślę o blogu, o tym co poza granicami naszego lasu. O strachu przed wojną, nawet o tym, że kiedyś wojna. Choć pamiętam i czasem, kiedy sobie przypomnę, dziękuję za to niebo spokojne, a na nim tylko chmury i od czasu do czasu samolot do Egiptu czy Londynu. Czasem zamyślę się i wypowiem cichą modlitwę za tych, u których dym nie z ogniska i strach też prawdziwszy i bardziej zrozumiały. Nie wiem nic o jabłkach, bo u nas tylko dzikie grusze i agrest, ani o tym, o czym naprawdę nie wiem, bo nawet strzępki informacji do mnie nie dotarły, choć pewnie powinny. Większość minut w godzinie jest mała i rośnie powoli jak nasza trawa. A ja zamiatam przyczepę i bawię się z dziećmi. I słucham ich śmiechu. A kiedy nie pamiętam, co poza lasem, sama też się śmieję. I snuję plany. I przytulam, całuję. Oddycham pełną piersią i świeżym powietrzem. I czuję, że żyję.

 

Czasem dobrze jest odciąć się od Internetu, wygasić ekran, odłączyć kabel łączący nas ze światem, którego i tak nie możemy uratować.

 

Myślątkowo 239

Myślątkowo 246

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz