Dlaczego fajnie jest być mamą chłopców? Bo dla nich jesteś księżniczką. I nawet jeśli nie lubisz postaci z bajek, wierz mi – w tym królestwie jest naprawdę fajnie.

 

Moim idealnym modelem rodziny było nas dwoje i pięć córek. Moim obecnym statusem rodzinnym jest nas dwoje, trzech synów i pies. Rzeczywistość bowiem często jest zupełnie inna od naszych wyobrażeń, a z marzeniami styka się w nielicznych punktach, by dalej pobiec swoją drogą. Cieszę się ogromnie, że u mnie zetknęła się we właściwym miejscu – mam dzieci. I to jakie!

 

Stan bycia matką synom

Nie jest to stan błogosławiony. Jest to stan, w którym czasem chce się wrzeszczeć, choć wiadomo, że nie ma po co – synów nie przekrzyczysz. Z drugiej strony, jakże często błogosławisz w duchu przedszkola, baseny, lekcje judo i inne wynalazki, dzięki którym ktoś inny musi zapanować nad nieujarzmioną energią synów, więc może jednak coś ze stanu błogosławionego w nim jest.

 

Jest to stan, w którym trzeba reagować na niezbyt mądre uwagi: „Różowe? Dla chłopca?” albo „Chłopcy nie płaczą”. Płaczą. Mali, duzi – płaczą, chyba że nie mają takiej potrzeby, bo są nieziemsko szczęśliwi albo nie czują klimatu, albo ktoś wbił im do głowy, że chłopaki nie płaczą.

 

Jest to stan, w którym budzi się w tobie lwica, kiedy ktoś wmawia ci, że chłopców nie wychowa się bez krzyku i bicia. Bo chłopcy podobno potrzebują mocnej ręki. Tymczasem, jak każdy, potrzebują silnego ramienia, które przytuli kiedy trzeba i wyciągnie z dołka, nawet jeśli się ten dołek samodzielnie wykopało.

 

Stan bycia matką synom łatwy nie jest, podobnie jak stan bycia matką córkom.

 

 

Bo to nie tak, że z chłopakami to tylko…

Bycie matką synom daje mi dowolność w wyborze zabaw, w których chcę uczestniczyć. Nikt, a najmniej moi synowie, nie wymaga ode mnie, żebym jeździła po dywanie miniaturowymi wyścigówkami. Nikt nie każe mi uczyć się marek samochodów czy nazwisk piłkarzy.Za to bez problemu wciągam chłopców do mojego świata, do świata wyobraźni, pięknych książek i gier planszowych, do świata w którym gotujemy i smakujemy pyszne potrawy, w którym podróżujemy i chodzimy do kina. Codziennie uczę się od nich, jak twórczo wykorzystywać to, co mam i jak wycisnąć z siebie jeszcze więcej. Jednocześnie dostaję od nich zapewnienie, że z nimi mogę czuć się bezpiecznie, bo oni zawsze mnie obronią. Moi rycerze bez zbroi, za to z sercami o wiele większymi niż małe piąstki, w których te żywe, bijące by się zmieściły.

 

Bo ich wrażliwość mnie wzrusza

I wiem, że z córkami byłoby równie fajnie, ale mam synów i wiem już, że to fajny świat i fajne jest bycie mamą chłopców, którzy całymi sobą manifestują swoje poparcie dla różnych moich wyborów. Bo moi chłopcy kochają bezkrytycznie i równie bezkrytycznie oceniają różne mamine stylizacje, a nawet ich brak. Pewnie dlatego często czuję się jak księżniczka, nawet z podkrążonymi oczami i włosami wywijającymi się nie w tę stronę, co trzeba.

 

Nie syn. Nie córka. Dziecko.

I to nie tak, że nie ma już we mnie marzenia o córce. Ono wciąż czai się w sercu, choć niespełnione marzenie o domu pełnym kobiet pożegnałam bez żalu. Ale patrzę na tych moich chłopaków i rośnie w siłę także inne marzenie – to o czwartym synu. Los zdecyduje, które marzenie spełnić. Tymczasem stopniowo zacierają się granice między nimi, bo tak naprawdę ważne jest, żeby w swoim synu czy córce widzieć po prostu dziecko.

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz