Nie jestem gorzej piękna dlatego, że nijak nie mieszczę się w kanonach. Moje piękno odbija się w oczach ludzi, którzy mnie kochają. To oni są dla mnie lustrem, nie okładki kolorowych pism.

 

Nie jestem lepiej mądra dlatego, że ktoś tak o mnie myśli (choć bardzo bym chciała mądrzeć bez wkładu własnego).

 

Nie jestem gorzej wierząca dlatego, że nie słucham się tego, co wierząca większość na temat wiary ustaliła. Albo pozwoliła sobie wmówić. To, że coś pochodzi od większości, nie czyni tego z automatu prawdą.

 

Nie jestem lepiej mamą dlatego, że karmiłam piersią i nosiłam w chuście. To były wybory, których mogłam dokonać i które nie tylko nic mnie nie kosztowały, ale wręcz były dla mnie przyjemnością. A nawet gdyby kosztowały wiele, od wielkich poświęceń też nie byłabym lepiej mamą.

 

Nie jestem gorzej Polką dlatego, że marzy mi się dla mojego kraju przyszłość inna niż ta, która z dnia na dzień na moich oczach się staje. Każdy ma prawo do swoich wyborów i tylko z perspektywy czasu widać, czy były słuszne. Czy krótkowzroczne.

 

Nie jestem gorzej dorosła dlatego, że wciąż się wygłupiam i chodzę w podartych jeansach. Choć gdybym była, wcale by mi to nie przeszkadzało.

 

Nie jestem lepiej tolerancyjna dlatego, że powtarzałam, powtarzam i zawsze będę powtarzać, że wszyscy jesteśmy ludźmi i to jest podstawa, od której wychodzę, patrząc na człowieka. To dla mnie oczywista oczywistość, a nie kwestia tolerowania lub nie.

 

Nie jestem gorzej przyzwoita dlatego, że uważam, że KAŻDY człowiek, który nie krzywdzi innych, zasługuje na mój szacunek. Gdzie to stawia tych, którzy krzyczą, że jednak jestem przez to gorzej i krzywdzą przy tym tych, którzy są inni niż oni sami? Hmmm… Ale to przecież tylko mój szacunek, wcale go nie potrzebują.

 

Nie jestem gorzej człowiekiem dlatego, że czasem bliższy mi los zwierząt. Słabszy i bezbronny bardziej motywuje mnie do działania niż ten, kto bezbronność wykorzystuje. I prędzej pochylę się nad ofiarą. Niezależnie od tego, czy jest człowiekiem, czy zwierzęciem.

 

Nie jestem lepiej rodzicem dlatego, że moje starsze dzieci uczą się w domu, a to wymaga naszej uwagi. Ale jestem dzięki temu lepsza w organizacji czasu.

 

Nie jestem gorzej odpowiedzialna dlatego, że moje dzieci nie chodzą do szkoły. Nawet jeśli kiedyś okaże się, że popełniliśmy błąd, nie będzie on wynikiem braku odpowiedzialności. Wyciągając ich z systemu, wzięliśmy tę odpowiedzialność na siebie, więc po prostu nie będziemy mieli na kogo zrzucić winy za skuchy, ale na tym nigdy nam nie zależało.

 

Nie jestem gorzej mamą dlatego, że nie urodziłam żadnego z moich czterech synów siłami, których natura dać mi nie chciała. W innych czasach nie byłoby ich, mnie też już by nie było.

 

Tymczasem jestem i nadziwić się tym czasom nie mogę. Temu tu i teraz. Bo tyle już wiemy, tyle potrafimy. Tyle za nami wieków doświadczeń, dobrych i złych, tyle historii, która tak czasem niejednoznaczna, że nic, tylko jednoznaczną naukę z niej wyciągać: bądź przyzwoitym człowiekiem. Tylko tyle. Szkoda, że tak często gorzej nam to dziś wychodzi. Szkoda, że zamiast nad tym pracować, tak wielu woli stawiać się w pozycji „lepiej” i mówić innym, jak żyć powinni i że jeśli nie, to są „gorzej”. I zapominają, że to tylko ich przekonanie i zmienić może co najwyżej ich własny świat. I nawet nie przypuszczają, że być może kiedyś, z biegiem lat, z doświadczeniem i z coraz to nowymi zmarszczkami, przyjdzie do nich myśl, że przez to żyli gorzej. Byli gorzej przyzwoitymi ludźmi. Oni. Nie ci, których oceniali. Oni sami. A może wcale nie? Może nigdy sobie tego nie uświadomią? Ale to przecież nie zmieni przeszłości. I nie uczyni jej lepszą.