Ostatnie dwa tygodnie były dla naszej rodziny trudne. Choroba Krzysia i pobyt w szpitalu postawiły życie do góry nogami i do granic możliwości przetestowały nasze zdolności organizacyjne. Pracę częściowo przekładaliśmy na później, żeby jedno z nas mogło być cały czas z Krzysiem. Na szczęście wszystko udało się w miarę poukładać i dopiero teraz, kiedy życie wraca do normy, czuję ciężar zaległych spraw. I wcale nie jest mi łatwo zacząć od nowa. Bo to przecież zawsze zaczynanie od nowa, prawda?

 

Po każdej dłuższej przerwie część z nas, do której to części ja zdecydowanie się zaliczam, czuje się tak, jakby zaczynała od nowa. Zaległości i odzwyczajenie się od rutyny sprawiają, że w głowie włącza się głos prokrastynatora, który pokazuje palcem na brudne naczynia w zlewie, na zabawki pałętające się pod nogami, na szafę dzieci, w której wciąż wiszą te lekkie, odrobinę już zbyt lekkie na tę pogodę kurtki i każe się tym wszystkim zająć. Zamiast tego, czym naprawdę powinniśmy się w tym czasie zajmować, czyli PRACĄ. A w pracy? W pracy mamy przed sobą kartkę z listą rzeczy do zrobienia, na której tych rzeczy, tych absolutnie najważniejszych rzeczy, jest absolutnie za dużo. Tak dużo, że wewnętrzny prokrastynator stwierdza, że nie ma szans, bo musi zająć się domem albo poćwiczyć, albo ugotować najzdrowszy, trzydaniowy obiad na świecie i nadrobić zaległości na Facebooku. Brzmi znajomo? Ja niestety często odkładam ważne rzeczy na później, jak się zwykle okazuje – tylko po to, by wieczorem dopisać kolejne punkty na listę i następnego dnia mieć jeszcze większe zaległości. A potem siedzieć do późnych godzin w nocy, bo terminy w końcu każdego dopadają.

 

 

Co działa w takich sytuacjach?

 

Przede wszystkim – chowam do szuflady moją przydługą listę rzeczy do zrobienia! Po powrocie do pracy nie mogę być zbyt ambitna, bo w tym momencie ambicja jest największym sprzymierzeńcem mojego wewnętrznego prokrastynatora i jednocześnie najgorszym wrogiem efektywności. Zamiast tego wybieram jedną rzecz, tylko jedną rzecz, którą zajmuję się przez 10 minut. Tak, najczęściej tyle mi wystarczy, by odzyskać choć odrobinę mocy i zamienić 10 minut w godzinę, a godzinę w dwie, by skończyć zadanie i zabrać się za kolejne. Zamiast myśleć o tym, że zrobienie wszystkiego, co mam na liście to minimum kilka dni pracy, zaczynam, robię COŚ, najmniejszą rzecz – to lepsze od odkładania na później. Owszem, za to, czego decyduję się w tej chwili nie robić, prędzej czy później też będę musiała się zabrać, ale nie dojdę do tego, jeśli w ogóle nie zacznę, jeśli wygra mój wewnętrzny prokrastynator, a ten z reguły tryumfuje, kiedy ja czuję się przygnieciona ciężarem i ilością rzeczy do zrobienia. Znajduję wówczas milion arcyważnych spraw, które koniecznie muszę się zająć. Zanim zabiorę się za pracę.

 

A co, jeśli po 10 minutach wciąż nie znajduję w sobie motywacji, by pracować dalej? Wówczas decyduję, że będę pracować kolejne “tylko 10 minut”, że zrobię kolejne “tylko to małe zadanie”. Zaczynam, robię COŚ. Czasem kilka razy pod rząd. Aż w końcu z tych ułamków tworzy się mniej lub bardziej zgrabna całość, która, nawet jeśli nie jest perfekcyjna i nie spełnia całkowicie moich oczekiwań, JEST. Jest zrobiona. I pokazuje mi, że dałam radę. A jeśli dałam radę raz, dam radę po raz kolejny, prawda?

 

Napiszcie koniecznie, jak Wy radzicie sobie z motywacją do pracy po dłuższej przerwie. Zwłaszcza jeśli pracujecie w domu – wtedy chyba jeszcze łatwiej posłuchać wewnętrznego prokrastynatora niż gdy za ścianą siedzi szef, jak myślicie?

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz