Po raz pierwszy od czasów szkolnych zrobiłam sobie dwumiesięczne wakacje. Nie na 100 %, ale na tyle, na ile się dało. Odcięłam się od maili, od Internetu, od przywiązania do telefonu i mediów społecznościowych, a nawet od myślenia o pracy i planowania. Odpoczęłam. Był to cudowny czas wypełniony byciem razem, czytaniem, bliższymi i dalszymi podróżami oraz dziesiątkami drobnych przyjemności, z których utkane były nasze dni. Na tyle mocno zdążyłam się przyzwyczaić do tego trybu, że początek roku szkolno-pracującego przyjęłam z wewnętrznym sprzeciwem. Nie chciałam wracać do zwykłej codzienności. Aż w końcu dotarło do mnie, że ta “zwykła codzienność” to przecież dni, które się nie powtórzą.

 

Ta jesień, na którą się nie cieszę, to kolejna moja jesień. Im więcej mam ich na koncie, tym szybciej wydają się mijać. Życie przecieka mi przez palce, przecieka mi przez palce dzieciństwo chłopców. Nie zawsze potrafię się nim cieszyć. Nie zawsze chce mi się zwykły dzień zamienić w dzień wyjątkowy. Choć przecież każdy jeden dzień na to zasługuje. Każdy jeden dzień powinien być wart zapamiętania. Bo żadnego nie dostanę do przeżycia po raz drugi, by móc to zrobić lepiej, pełniej, bardziej wyjątkowo. Bo wiele z tych drobnych przyjemności, które tak cenię podczas wakacji, może stać się naszą codziennością. Bo tworzenie wspomnień nie jest wcale takie trudne, czasem wystarczy włożyć serce we wspólne przygotowanie posiłku, innym razem kupić bukiet kwiatów czy spontanicznie zabrać dzieci na piknik. W niby zwykły dzień.

 

I to jest mój mały krok numer jeden, mały krok do lepszego i bardziej uważnego życia: każdego dnia starać się tworzyć dobre wspomnienia. Nie tylko podczas wakacji, nie tylko w weekendy czy święta, ale w każdy, najzwyklejszy dzień. Nie pozwolić, by rutyna, pośpiech i próba dopięcia wszystkiego i zgrania wszystkich naszych aktywności przysłoniła mi radość z bycia tu i teraz, radość bycia z NIMI.

 

Niby nic, a moje nastawienie do jesieni zmieniło się o 180 stopni. Nie myślę już, że żal mi ciepłych wieczorów i spacerów po nagrzanych słońcem polnych drogach. Myślę, że cieszę się na poranne mgły i powroty do ciepłego domu, na długie wieczory i szelest kolorowych liści pod stopami, na wełniane swetrzyska i wspólne posiłki po szkole. Zamieniam ognisko na kominek, a hamak na wygodny fotel i słucham jesiennych, nostalgicznych kawałków, myśląc o tym, ile mamy szczęścia, że jutro znów możemy zjeść razem śniadanie. Polane roztopioną czekoladą, na której widok chłopcom mocniej uśmiechną się oczy. Wyjątkowe, choć codzienne. Przyprawione świadomością, że się nie powtórzy i choćby dlatego warto je celebrować. Nie myśląc zadaniowo, nie układając w głowie listy rzeczy do zrobienia. Warto je celebrować, starając się zapamiętać miny chłopców i dotyk, kiedy przychodzą się przytulić, naprawdę słuchając tego, co chcą nam powiedzieć i nie przejmując się rzeczami, na które zwykle i tak nie mamy wpływu. Znaleźć w sobie spokój, by cieszyć się drobiazgami, by zapisywać je we wspomnieniach.

 

Tylko tyle potrzeba, by jesienna codzienność była tak samo wyjątkowa jak letnia. Tak samo warta zapamiętania.

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz