Dwa miesiące, a jakby ręką machnąć, tak nam ten początek roku szkolnego mignął. Inny był niż do tej pory, bo starsi chłopcy w nowym trybie się uczą i zmian nie dało się uniknąć. Edukacja domowa – coś, co przez myśl nam nawet przez ostatnie lata nie przeszło, ale pojawiło się wreszcie w czasie ostatniego strajku nauczycieli i zakiełkowało pomysłem, któremu postanowiliśmy dać szansę. Póki co, nie żałujemy, ale dziś nie o tym chciałam. Zabierałam się do poniższych zdjęć od jakiegoś czasu i zawsze coś ważniejszego było, ale chyba dłużej odkładać tego nie wypada, bo nas kolejne lato zastanie.

 

A zatem do rzeczy: WAKACJE. Tegoroczne były dla nas wyjątkowe. Po raz pierwszy odkąd urodziły się nasze dzieci, spędziliśmy prawie trzy miesiące poza domem. Po drugie, ponieważ wiosną podjęliśmy decyzję o podjęciu próby przeniesienia chłopców na edukację domową, lato przetykane było przygotowaniami do rozpoczęcia nauki w nowym trybie (oraz wizytami w poradni w celu uzyskania opinii). Po trzecie, było to pierwsze lato spędzone w całości w naszym lesie (poza kilkoma tygodniami, kiedy włóczyliśmy się tu i tam). I przede wszystkim, było to pierwsze lato od dawna, kiedy nic nie burzyło szczęścia i dni płynęły swoim rytmem, niespiesznie, niezawodnie kończąc się urokliwymi zachodami słońca i lampką wina na tarasie, który na razie jest li i jedynie betonową wylewką pod tenże taras, ale czy to mogłoby przeszkadzać człowiekowi z odrobiną choć wyobraźni, który tak wyraźnie widzi nie beton, a deski pod stopami i obrośnięte bluszczem belki? Chyba tej wyobraźni mi nie brakuje, bo jak dziecko cieszę się tym miejscem i za każdym razem, kiedy pora wyjeżdżać, żegnam się z nim jak z szóstym dzieckiem.

 

Tymczasem znów nie o tym chciałam. Jako że zdjęć z wakacji mam w tym roku jak na lekarstwo, a najwięcej to z podróży po Europie, dziś migawki z Korsyki, na którą wybraliśmy się z przyjaciółmi w czerwcu, jeszcze przed końcem roku szkolnego. Dzięki temu prawie cały lipiec i sierpień mogliśmy spędzić w lesie, a i turystów wszędzie mniej było, co dla nas zawsze jest olbrzymią zaletą podróżowania poza sezonem. Dziś zatem Korsyka, Wyspa Piękna, na którą pojechaliśmy samochodem, zahaczając, zarówno jadąc tam, jak i z powrotem, o Włochy, bo tak przecież najfajniej.

  1. Skały na jednym z urokliwych cypelków, na których z lubością się zatrzymywaliśmy, kiedy tylko była okazja. Wyglądają, jakby schodziły prosto do morza, w rzeczywistości ciągną się jeszcze spory kawałek. Podróżowanie z moimi chłopakami to wieczne bieganie za nimi i pilnowanie, żeby nic Im się nie stało. Problem polega tylko na tym, że coraz częściej nie mogę za Nimi nadążyć. Na szczęście jest jeszcze tata, który jest i szybszy i lepiej się wspina ;) 2. Wypatrują ryb. I mogą tak dłuuugooo

  1. Zgraja. Nie w komplecie, ale uchwycić wszystkich razem łatwo nie jest. 2. Czasem udaje mi się zgubić. 3. „Mamo, zrób zdjęcie statku!”

Rybak w Bastii

  1. „I tym statkom też zrób zdjęcie!” 2. Wąskie uliczki, w których chowaliśmy się przed słońcem. 3. Kozy przydrożne 4. „Mamo, a te świnki to co robią?” – na szczęście na to pytanie odpowiadałam już wiele razy, więc mam wprawę ;)

  1. „Coś niskie te drzwiczki, tata by się nie zmieścił” 2. Widok z małego kościoła w Calvi

  1. Mój introwertyk czasem musiał odpocząć od towarzystwa. 2. Takim promem płynęliśmy na Korsykę

Iść, ciągle iść…

  1. Kiedy starsi nurkują, Gustaw pracuje. 2. Marina w Bastii, 3. A kuku

Kto wie, co to za rośliny?

  1. Mistrz drugiego planu 2. Kwiaty z papieru. 3. Droga do tego miejsca nie była lekka, ale ten widok był wart podrapanych łydek

Włochy moje ukochane

  1. Chłopcy mogli siedzieć i rozmawiać o żaglówkach, motorówkach, statkach, promach i innych łajbach godzinami 2. Krowa przydrożna. Stado wstrzymało ruch na dobry kwadrans i nikt się nie denerwował :)

Gustaw też lubi się wspinać po skałkach. Na razie na szczęście wystarczą mu takie blisko ziemi

  1. W drodze tam, skąd widać Sardynię 2. Dom Napoleona w Ajaccio

  1. Uliczki Bonifacio 2. i 3. Basen w miejscu, gdzie nocowaliśmy przez pierwszy tydzień

Dzikie dzieci

  1. La Teté de Maure i dziewczyna z leżakiem 2. Oczywiście, że sprawdzili, dokąd prowadzą te schody ;)

  1. Ajaccio 2. A może w żyłach jednak płynie nam woda? Uwielbiam. 3. Przez takie chaszcze czasem przedzieraliśmy się, by dojść do pięknej, dzikiej plaży

  1. W okolicach jeziora Como we Włoszech 2. Poranne słońce

  1. Stasiek czasem się kogoś słucha (z reguły nie jestem to ja) 2. „Mamo, a to chyba jakiś żołnierski samochód jest!”

  1. Krzyś o zachodzie słońca. 2. Calvi 3. Luksusowe jachty

  1. Gdzieś po drodze wypatrzony mały kościółek 2. „Nad wodą wielką i czystą” 3. Kozice i koźlaki

Plaże na Korsyce są do zakochania. Pod warunkiem, że znajdzie się taką bez masy ludzi. Nam się kilka razy udało, ale na przykład z Palombaggia uciekliśmy po godzinie :) Tutaj mała plaża niedaleko miejsca, gdzie spaliśmy. Bardzo urokliwa i spokojna

  1. Ostatni dzień na Korsyce. 2. Bohaterowie są zmęczeni po nocy w kajucie (a może po trwającej do późna zabawie?)

  1. Wciąż nie wszyscy, ale prawie. Brakuje Krzysia i Gucia ledwo widać, ale jest gdzieś tam z przodu 2. Lubię takie uliczki

  1. Widok na Genuę 2. Stasiek wszędzie musi wściubić nosek

  1. Czerwone skały 2. Jedno z najpiękniejszych miejsc, na jakie trafiliśmy. I to zupełnie przypadkiem 3. Bo na promie najfajniej ogląda się inne promy

  1. Wrzuć monetę 2. Przybijamy 3. Zgraja

Okolice jeziora Como

  1. Do takiego plażowania się nie nadajemy 2. Z wiatrem we włosach

  1. Myśli, że nikt Go nie widzi ;) 2. i 3. Na Korsyce często tarasowały nam drogę zwierzęta

Gustaw i kwiaty

  1. Najpiękniejsze światło 2. „Czyja to głowa, mamo?” 3. Wolny duch za kratkami

  1. Żeby się nie zawaliło… 2. Samotna skała 3. Bonifacio

Dzikość i luskus

Jeśli są gdzieś skały, schowane schody (najlepiej dużo), wysokie drzewa czy inne słupy, na które można się wspiąć, na pewno je odnajdą

  1. Tu jesteśmy 2. Uliczki Como

  1. Uliczki Bastii 2. Kolejka w Argegno

Włoskie klimaty

  1. Nowy Port w Genui 2. Przybijamy 3. Katedra w Genui

  1. Zgraja 2. Niechronologicznie, ale trudno: do Bastii dotarliśmy o 7 rano, więc zaczęliśmy od śniadania w lokalnej kawiarence 3. Como

  1. Genua 2. Przyjaciele

  1. Wiatraki 2. i 3. Budynki i uliczki Genui

  1. Picasso w nowoczesnym wydaniu 2. Stasiek w bojowym nastroju 3. Stasiek wszystko musi sprawdzić

  1. Gucio miał wielu opiekunów :) 2. Widzicie Staśka? 3. Mówiłam, że wszędzie wejdą? Wystarczy na chwilę się odwrócić. Kiedyś pokażę Im to zdjęcie, jak będą swoje dzieci gonić za wspinanie się na murki i krawężniki ;)

Przycumowaliśmy. Fajne było.