Gdybyśmy siedziały właśnie przy kawie, wiedziałabyś, że jestem w nocnej koszuli. Z plamą po dżemie na ramieniu. Bo większość plam koncentruje się na moim ramieniu. Bo to ramię do wypłakania. I do utulenia. Do wśmiania się w nie, kiedy ja noszę chichrające się ciałko. To ramię do wytarcia buźki. Po zjedzeniu makaronu z pomidorami. Czy naleśnika z dżemem. To ramię, które jest silniejsze niż sądziło, że będzie.

 

Powiedziałabym ci, że jest dobrze, chyba coraz lepiej siebie rozumiem, co nie znaczy, że żyję dokładnie tak, jak bym chciała. Ale przynajmniej wiem, jak chciałabym żyć.

 

Rozmawiałybyśmy o Tobie. Opowiedziałabyś, co w pracy, jak mąż, jak chłopak, jak dzieciaki, jak kolejne badania, a dziecka wciąż brak, jak z nim zerwałaś, jak pocałował cię rano, że znów dech zaparło, choć to tyle już lat, jak niewiele już czujesz i czy to normalne, jak na śniadanie jadłaś jajko i wyobraziłaś sobie, że to maź z małego kurczaczka i już nie mogłaś go przełknąć, jak szef Cię potraktował i jak mało co nie strzeliłaś go za to w pysk. Ale się powstrzymałaś. I wciąż masz pracę. Której nie chcesz mieć. I jak nieziemsko pachnie ten nowy peeling do ciała. I jego perfumy zmieszane z zapachem papierosów, ale to zawsze tak na początku.

 

Powiedziałabym Ci, jak czasem wkurza mnie świat. Tak bardzo mnie wkurza. Politycy i polityka. I ci wszyscy, którzy w to idą i którym w to graj, którzy wierzą, że nie są oszukiwani i którzy z zamkniętymi oczami wchodzą do bagna. Inne rzeczy też mnie wkurzają. Czasem ludzie i ich zachowania, ich decyzje i ich poglądy. I czasem, tylko czasem, na szczęście, chciałabym powiedzieć im: nie róbcie tego w ten sposób, to przecież głupie.

 

I powiedziałabym Ci, że zawsze potem przypominam sobie, że mam tylko jedno życie. Tylko jedno życie. Zupełnie jak inni. Także ci, na których się wkurzam i którym czasem chciałabym mówić, jak żyć. Tymczasem nie zawsze wiem, jak te swoje 24 godziny dobrze wykorzystać, swoje 5 minut wypełnić po brzegi dobrem.

 

Powiedziałabym Ci, że mam tylko jedno życie, tak mało, a wciąż nie nauczyłam się nad nim panować. Przytaknęłabyś ze zrozumieniem, a ja ciągnęłabym dalej, bo rozwlekać każdą myśl to ja potrafię jak nic innego. Panować nad swoim życiem, wróciłabym do urwanego wątku. Bez tego, co powiedzą inni. Bez ich osądów, bez niechcianych rad, bez oglądania się na to, czy uważają za głupie i bezsensowne to, co robię. Z miejscem na moje własne błędy i poglądy. I bez cudzego: powinnaś, nie możesz, nie tak, w ten sposób. Bez recepty na bolączki, które nie są moimi bolączkami. Bez idealnego przepisu na życie, którego nie chcę. Jak fantastyczne dla kogoś by nie było.

 

Powiedziałabym Ci, jak czasem wkurza mnie świat i chcę to powiedzieć na głos. A potem przypominam sobie o plamie po dżemie na ramieniu. O tym, jak siedzę czasem o dwudziestej drugiej na tarasie, w nocnej koszuli i trzęsę się z zimna. I nikomu nic do tego. Do tego mojego świata. A mnie nic do tego, co inni robią ze swoim. Nic mi do tego, co sobie myślą o mnie. I czy rozumieją, dlaczego plamy na ramieniu tak mnie rozczulają. Bo to jakby ktoś wytarł we mnie swoje uczucia. Nie byle ktoś. Słodkie od dżemu. Słone od łez. Czerwone od pomidorowej radości. Poranne po owsiance. Brązowe, kiedy zrobimy ciastka z czekoladą. Kolory i smaki na mapie życia, której nikt inny nie rozszyfruje w ten sam sposób. I nie ma sensu od nikogo tego wymagać. Tylko od siebie. Mówię już bardziej do siebie niż do Ciebie.

 

I wtedy Ty powiedziałabyś, że przydałoby się wino, ja bym przytaknęła, bo wino zawsze się przydaje, choć o tej porze lepiej nie zaczynać, bo muszę Ci przypomnieć, że siedzimy przy tej kawie rano. Śmiałybyśmy się do tej kawy, a Ty powiedziałabyś mi, co wkurza Ciebie. I okazałoby się, że wkurza nas to samo. Zupełnie co innego.

 

A potem odniosłybyśmy puste kubki do kuchni I poszłybyśmy dalej w dzień. Z lżejszymi sercami. Jak zawsze po dobrej kawie.

 

To jak, usiądziesz ze mną i opowiesz mi, co u Ciebie? A może myślisz, że nic mi do tego?

 

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Obserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz